Blog
Refleksje długodystansowca
długodystansowiec
długodystansowiec historyk książki, artysta, pro
55 obserwujących 61 notek 129996 odsłon
długodystansowiec, 12 grudnia 2015 r.

DO WŁADYSŁAWA FRASYNUKA - SĄ GRANICE, KTÓRYCH NAWET LEGENDOM PRZEKRACZAĆ NIE WOL

DO WŁADYSŁAWA FRASYNUKA - SĄ GRANICE, KTÓRYCH NAWET LEGENDOM PRZEKRACZAĆ NIE WOLNO.

Przeczytałam dzisiaj w internetowym wydaniu Newsweeka wywiad z Tobą:

Newsweek.pl: W wywiadzie dla "Gazety Polskiej" Jarosław Kaczyński mówił o zdziwieniu, że na początku stanu wojennego nie internowano go tak, jak innych przywódcow „Solidarności”. Pan także uniknął wtedy zatrzymania - żałuje Pan tego?
Władysław Frasyniuk: Zaskoczę pana. Z dzisiejszej perspektywy żałuję. Paradoksalnie, dałoby mi to większe poczucie bezpieczeństwa. Internowanie było wygodne. Gdy zacząłem się ukrywać i zaangażowałem w organizowanie podziemnych struktur „Solidarności”, ryzyko znacznie wzrosło. Z jednej strony trzeba było spotykać się z ludźmi, bo bez tego nie dało się stworzyć organizacji. Z drugiej każde takie spotykanie niosło ze sobą niebezpieczeństwo wpadki. Trafiało się wówczas nie do miejsca internowania, ale do więzienia, gdzie warunki były o wiele gorsze. W tym sensie zgadzam się z Jarosławem Kaczyńskim, że tych, których ominęło internowanie, spotkał gorszy los, bo musieli wybierać, czy angażować się w działalność i ryzykować, czy poddać się i nie robić nic. Jarosław Kaczyński uznał widocznie, że ryzyko wylądowania w kryminale nie jest dla niego.



Newsweek.pl: Z wywiadu wynika, że Jarosław Kaczyński był rozczarowany po tym, jak w grudniu 1981 r. został wezwany na przesłuchanie, a potem wypuszczono go do domu.
Władysław Frasyniuk:Tutaj też go rozumiem. Prawdę mówiąc, w tamtych czasach praktycznie nie było takich przypadków. Jeżeli kogoś zabrano z domu na przesłuchanie, to go ot tak nie wypuszczano. Jeżeli SB-cy kogoś wypuszczali, to albo dlatego, że komuna uznawała go za kompletnego ciecia, który im nie zagraża, albo dlatego, że podpisał lojalkę (deklarację lojalności wobec władz i porządku prawnego w PRL).

Newsweek.pl: Czy dobrze zrozumiałem, że Jarosław Kaczyński mógł podpisać lojalkę?
Władysław Frasyniuk: Nie mam na to dowodów. Ale nie mam też złudzeń, że komunę w 1981 r. cechowała słabość lub brakowało jej profesjonalizmu. Wszystkie znane mi osoby - a były ich setki - które w czasie stanu wojennego wyciągnięto z domów, trafiały do więzień, albo podpisywały lojalki. Chcę jednak wyraźnie zaznaczyć, że podpisanie tego dokumentu nie było jeszcze przestępstwem. Ludzie z podziemia nie mieli pretensji za ich podpisywanie. To dopiero dziś środowisko polityczne Jarosława Kaczyńskiego grzebie w tej przeszłości - nie wiem, skąd u niego ta fascynacja i ten kompleks. Po prostu nie każdy nadawał się do konspiracji.

 

Przyznać muszę, że po przeczytaniu Twojej wypowiedzi po raz pierwszy poczułam coś więcej niż rozczarowanie. Poczułam złość. Są, bowiem pewne granice, których nikomu przekraczać nie wolno, nawet legendzie Solidarności, którą jesteś. I ciężko jest mi to pisać gdyż mimo tego, iż politycznie nasze drogi się rozeszły, zawsze nie tylko Cię lubiłam, ale i darzyłam szacunkiem. Wiedziałam, co przeszedłeś i byłam dumna z Twojej postawy w czasie stanu wojennego. Nikt jednak nie może, nawet Ty, a może przede wszystkim Ty, zmieniać historii, nie można naciągać faktów po to, aby zniszczyć politycznego przeciwnika niezależnie od tego, jaką się niechęcią się do niego pała.

Nie będę pisała o Jarosławie Kaczyńskim, gdyż go nie znam i nigdy go nie spotkałam. Jednak Twoja wypowiedź w kontekście Kaczyńskiego: Wszystkie znane mi osoby - a były ich setki - które w czasie stanu wojennego wyciągnięto z domów, trafiały do więzień, albo podpisywały lojalki jest czystą manipulacją. Nie, nie nieporozumieniem, ale czystą manipulacją. Każdy, bowiem, powtarzam KAŻDY, kto działał w tamtych czasach wiedział, że SB wykorzystywało wszystkie metody do tego, aby zniszczyć podziemie. Poza więzieniem, nękaniem przesłuchaniami, podsłuchami, przeszukiwaniami domów, notorycznym zatrzymywaniem, wyrzucaniem z pracy, niszczyło się działaczy w ich własnym środowisku rzucając właśnie podejrzenia o współpracę czy podpisanie lojalki. Pisałam o tym już wiele lat temu, a dokładnie 28.05.2010  w swoich wspomnieniach/refleksajch opublikowanych na moim blogu Salonu24 zatytułowanych „O Palikocie i instyncie stadnym” http://dlugodystansowiec.salon24.pl/187412,o-palikocie-i-instynkcie-stadnym,2 :

Potem przez wiele godzin obserwowałam przez uchylone drzwi pokoju, w którym mnie przetrzymywano, już nie zachowanie grupy, ale jednostek, sam na sam z oficerem SB. Bardzo często widziałam rękę wyciągającą się w stronę długopisu, aby podpisać wymagany akt lojalności wobec władzy. Ale byłam również świadkiem SB-ckiej manipulacji. Z premedytacją sprawiano wrażenie, że aresztuje się tylko strajkujących, którzy lojalek nie podpisali a wypuszczali tych, co podpisy złożyli. Wypuszczano na wolność również tych, którzy sprawiali wrażenie liderów zdolnych do kontynuowania walki i którzy nie złożyli poddańczego podpisu, aby reszta myślała, iż poszli na współpracę.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Przecież ten cały cyrk Frasyniuka był zaplanowany pod zachodnie media aby można było...
  • Ten wpis powinien być zatytułowany bardziej biblijnie, np. "Miłosierny komornik" gdyż...
  • @Autor Kolejna zmiana i znowu wielu blogerów odejdzie od S24. Rosnącym problemem S24 jest to,...

Tagi

Tematy w dziale